Gorszy dzień

Każda z nas zapewne to zna. To uczucie, ten nastrój, kiedy najchętniej spędziłoby się czas w towarzystwie czterech ścian prowadząc z nimi wysoce logiczny dialog milczenia, a tu trzeba oddawać się rodzinnym epizodom.

 164H

Sto pytań do. „Mamo, a co to za dźwigi?”, „Mamo, skąd te rośliny?”, „A jak nazywa się to to?”, „A jakie miasto jest teraz najdalej od nas?”. Średnio 2 pytania na minutę, zależnie od mojej wiedzy w danym zakresie tudzież zaawansowania pytania. Uczestnicząc w programie ożywiania dróg wodnych Gdańska płyniemy sobie tramwajem wodnym do Westerplatte, a moje myśli zaczynają krążyć wokół karkołomnej fantazji, która każe mi wyskoczyć przez okno względnie wyrzucić przez nie osobę, która zada następne pytanie. O tym więc, kto poleci, dowiem się za moment, bo tyle trwa przerwa pomiędzy kolejnymi pytaniami. Moment. I tak przez dzień cały, poza rzadkimi acz błogimi chwilami, gdy dzieci mają buzie pełne jedzenia. Walczę ze sobą, ze swoją słabością. Nie lubię siebie tego dnia. Czy można prawdziwie lubić innych nie lubiąc siebie? Najchętniej wskoczyłabym w Mercierowski nocny pociąg do Lizbony, jednak bycie rodzicem zobowiązuje. Wracamy miastem. Zgiełk, turyści ewidentnie kontrastujący z tubylcami, szklane wieżowce  („A czy podłogę też mają ze szkła?”, „Mamo, czy te ściany mogą pęknąć?”), częstotliwość pytań rosnąca proporcjonalnie do mojego zmęczenia. W głowie nuci mi się to. Załamanie nerwowe, po pogotowie dzwoń. I chyba już wsiadam w swój nocny pociąg do Lizbony, gdy N., najstarsza córka, przypomina mi o tym, że człowiek jest wartościowy w więzi, bo najbardziej wartościową rzeczą, jaką ma, są więzi:

„Mamusiu, potrzebuję się z tobą przytulić, bo tak dziwnie się czuję. Tak jakbyś była gdzieś daleko, a ja bym za tobą tęskniła”.

 

Wypowiedz się!

Komentarze

Komentarzy