Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/klient.dhosting.pl/idzinski/poradnictworodzinne.pl/public_html/wp-content/plugins/seo-ultimate/modules/class.su-module.php on line 1195
Rodzina na zakręcie | Poradnictwo Rodzinne

Rodzina na zakręcie

W naszym uzusie językowym pojęcie kryzysu funkcjonuje jako coś jednoznacznie negatywnego. Jak mają kryzys, to już separacja, rozwód. Jak jest w kryzysie, to już depresja, lekarz, leki. Jak kryzys w gospodarce, to kaplica, wszystko zdrożeje, emigracja. Wszystko wniwecz obrócone. Punctum, kropka. Czy tak jest rzeczywiście? Czy kryzys oznacza ostateczny upadek, przegraną walkę, kres dobrego? Otóż nie! Kryzys nie jest tak naprawdę sytuacją bez wyjścia, lecz okresem przełomu, pewnym decydującym zwrotem, punktem kulminacyjnym procesu przeobrażania aktualnego stanu rzeczy, który w swojej zmienności może być tak destruktywny, jak i budujący. Jaki zaś będzie, zależy od nas samych, od naszych starań, od naszych możliwości modyfikowania dotychczasowego postrzegania świata i siebie samych oraz podejmowania wysiłków zmierzających to konstruktywnego rozwiązania sytuacji kryzysowej.

Wiele ostatnio mówi się i słyszy o kryzysie rodziny. Co to oznacza? Na czym polega zjawisko określane mianem family at risk? Jakie są oblicza kryzysu współczesnych rodzin? Na pytania o kryzys instytucji rodziny postaram się odpowiedzieć w niniejszym artykule.

Rodzina w kryzysie

W literaturze spotykamy się z różnymi definicjami kryzysu rodziny. Wynika to z prostego faktu, że na ów kryzys spojrzeć można z dwóch różnych perspektyw: z jednej strony kryzys ten dotyczy rodziny rozumianej jako instytucji, z drugiej zaś – jako grupy społecznej.

Patrząc na rodzinę w kryzysie ze społecznego punktu widzenia, nadaje się jej funkcje instytucjonalne, na przykład seksualną, prokreacyjną, materialno-ekonomiczną czy opiekuńczą. Rodzinę taką określa się jako jednostkę społeczną, dla której charakterystyczne jest nieprawidłowe wypełnianie różnych podstawowych funkcji, co wiąże się z wystąpieniem zaburzeń w funkcjonowaniu zarówno członków rodziny, jak i całego systemu rodzinnego. W zjawisku tym upatruje się więc potencjalnego obciążenia ekonomicznego czy też zagrożenia publicznego.

Z drugiej zaś strony mamy rodzinę pełniącą funkcje osobowe: małżeńską, rodzicielską oraz braterską. Takie rozumienie rodziny, a więc jako grupy, wiąże się z przydawaniem jej takich wartości jak intymność, wzajemne uczucie, współdziałanie, wzajemna odpowiedzialność. Niejednokrotnie więc okoliczności, które związane są z pojawieniem się kryzysów w rodzinie, to brak zaspokojenia podstawowych potrzeb członków rodziny, konflikty czy inne niedomagania międzyosobowe. Oprócz tego, że rodzina jest rzeczywistością relacyjną, rozumie się ją również jako rzeczywistość dynamiczną, a więc zmieniającą się w czasie, jak również żyjącą w zmieniającym się społeczeństwie. Rodzina w cyklu swojego życia przechodzi przez różne fazy, a proces adaptacji do kolejnych etapów, w których rodzina w sposób naturalny zmienia swoją strukturę (np. urodzenie dziecka, usamodzielnienie się dzieci itp.) jest źródłem tak zwanego stresu normatywnego i przyczyną zaistnienia kryzysu.

Rodzina w obliczu pojawienia się alternatywnych form życia małżeńsko-rodzinnego

Sposób definiowania małżeństwa i rodziny zależy od czasu, epoki, typu danego społeczeństwa czy też rodzaju kultury. Od kilku dekad, czyli od czasu, gdy zaczęły wyodrębniać się i intensyfikować alternatywne formy życia małżeńsko-rodzinnego, w publikacjach naukowych coraz częściej terminu „rodzina” zaczyna używać się w liczbie mnogiej – „rodziny”. Któż z nas nie zna z własnego otoczenia przykładu rodziny multiparentalnej (inaczej zrekonstruowanej), którą tworzą osoby po rozwodach wchodzące w nowy związek? Któż nigdy nie miał do czynienia z choćby jedną samotną matką lub – choć na pewno rzadziej – samotnym ojcem? Kogóż jeszcze dziwią dziś tak zwane DINKS-y (skrót od ang. double income no kids – bezdzietne małżeństwo o podwójnych dochodach) czy też LAT-y (skrót od ang. living apart together – pary wspólnie zamieszkujące, ale bez decyzji o sformalizowaniu związku)?

Coraz częściej w miejsce tradycyjnej rodziny pojawiają się alternatywne formy życia partnersko-rodzinnego. Co to oznacza dla rodziny rozumianej w sposób tradycyjny? Czy kryzys, jakiemu w tym obszarze stawia czoła rodzina rozumiana w klasyczny, odwieczny sposób, zagraża podstawowej formie tej instytucji? Nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że główny typ rodziny formalnej, monogamicznej, na pewno nie zanika. Rodzina tradycyjna istnieje bowiem od tysięcy lat i we wszystkich cywilizowanych zakątkach świata jest jednostką najważniejszą, która po jakichkolwiek wstrząsach (szybkich przemianach cywilizacyjnych, kataklizmach wojennych) zawsze jako pierwsza wraca do równowagi.

Przejawy kryzysu w funkcjach pełnionych przez rodzinę

Jak już wspomniałam wyżej, każda rodzina ma do spełnienia względem swoich członków pewne funkcje. Nie zamierzam wymieniać w tym miejscu wszystkich. Skoncentruję się jedynie na tych, które współcześnie się zmieniają i swoimi zmianami powodują kryzys względnie rodzą lęk przed pojawieniem się go. Jednym z przejawów nieprawidłowości w sferze realizowania podstawowych funkcji rodziny jest dobrowolne, świadome przyjęcie modelu rodziny małodzietnej, bezdzietność z wyboru, a także odkładanie decyzji o zawarciu małżeństwa i poczęciu pierwszego dziecka. Coraz częściej spotykanym współcześnie modelem jest klasyczne 2+1, czyli rodzice z jednym dzieckiem. Wiele małżeństw decyduje się na jedno dziecko po czym uznaje, że na kolejne nie może sobie pozwolić. „Nie stać nas” – słyszymy często (choć, paradoksalnie, im bogatsze społeczeństwo, tym mniej rodzi się dzieci) – „Nie zamierzam znowu siedzieć w pieluchach”, „Nie mogłabym poświęcić mu (kolejnemu dziecku) wystarczająco dużo uwagi. Mój pierworodny jest taki absorbujący!”. O skutkach gospodarczych wywołanych przez spadek udziału najmłodszych grup wiekowych w strukturze demograficznej społeczeństwa nie zamierzam się rozpisywać, gdyż zasługuje to na osobny wpis. Poważnymi skutkami postępującego od kilkudziesięciu lat starzenia się naszego społeczeństwa obarczymy nasze dzieci i wnuki.

W specyficznym, niełatwym położeniu znalazła się obecnie ekonomiczna funkcja rodziny. Wysokie bezrobocie, bieda oraz chęć zapewnia członkom swojej rodziny lepszego (pod kątem materialnym) życia zmusza coraz więcej osób do opuszczania swoich rodzin i emigrowania za granicę. Coraz częściej mamy do czynienia z emigracją kobiet – matek zostawiających swoje dzieci pod opieką dziadków i udających się do pracy znajdującej się setki kilometrów od miejsca swojego zamieszkania. Pozostawione w ten sposób dzieci nazywa się dziś eurosierotami, próbę zrekompensowania im przez emigrujące matki swojej fizycznej nieobecności poprzez częste dzwonienie do nich, wysyłanie prezentów, pisanie listów czy rozmowy przez Skype – matkowaniem transnarodowym.

Z kolejnym przejawem dysfunkcji mamy do czynienia w sferze opiekuńczej tudzież wychowawczej. Niewłaściwe wzorce rodzinne oraz zanik rodzinnych więzi, atmosfera zobojętnienia oraz pluralizm wartości, zanikanie różnych form wspólnego spędzania czasu, pracoholizm rodziców czy też ich notoryczna nieobecność w domu – to tylko niektóre przykłady kryzysu funkcji opiekuńczej oraz wychowawczej. Przytoczę w tym miejscu wyniki obserwacji poczynionych przez psycholog Jirinę Prekop, które ilustrują pewne – typowe już niestety – zjawisko. Poproszone przez nią o wzięcie na ręce i przytulenie płaczącego dziecka matki na przykład tureckie, perskie czy boliwijskie natychmiast zaczynały się szybko i rytmicznie kołysać. Matki na przykład niemieckie, amerykańskie, holenderskie czy pochodzące z innych „cywilizowanych” krajów przytulały zazwyczaj do siebie dziecko bez żadnych dodatkowych rytmicznych ruchów kołysania czy głaskania, miały natomiast zwyczaj mówić do niego. Zauważam w tym zjawisku stępienie kobiecych instynktów – jak choćby tego uspokajającego rytmu kołysania, będącego nieodłącznie i nieświadomie związanym z dążeniem do spokoju i z wewnętrzną równowagą – przez nacechowany egocentryzmem i konsumpcjonizmem styl życia.

Zmiany społeczno-kulturowe

Żyjemy w kulturze postmodernistycznej. Główne jej cechy to na przykład pluralizm (każdy ma swój świat – każdy ma swój pogląd), relatywizm poznawczy i etyczny (to, co widzę ja – poznaję ja, to, co widzisz ty – poznajesz ty. Ty masz swoje dobro, ja mam swoje), otwartość na łączenie różnych systemów filozoficznych i religijnych czy też sekularyzacja życia społecznego i umysłowego. Naszą kulturę cechuje znaczny indywidualizm. Model rodziny, jaki w niej dominuje, nazywa się modelem niezależności. Naczelną wartością zaś jest wolność, a więc jednocześnie walka ze wszystkim tym, co mogłoby tę wolność ograniczać. Jak to się ma do życia małżeńskiego i rodzinnego? Małżeństwo i rodzina stają się zależne jedynie od woli tworzących je osób. Każda koncepcja małżeństwa i rodziny jest uprawniona, bowiem ludziom przyświeca wiodąca zasada, jaką jest – mylnie rozumiana – wolność. Rodzina staje się systemem niezależnych stosunków. Jeśli naczelną wartością jest autonomia i poleganie na sobie, to współczesny człowiek tej kultury zyskuje wolność, ale traci oparcie. Typ rodzicielstwa, jaki w tym modelu występuje, nazywa się rodzicielstwem relatywnie przyzwalającym. W takim rodzicielstwie opartym głównie o autonomię osłabiona zostaje ranga wychowania rodzinnego oraz rola rodziców jako wzorów osobowych dla swoich dzieci. Model ten nastawiony jest na kształtowanie u dzieci silnej potrzeby niezależności od innych i polegania na sobie. Konsekwencją tego stanu rzeczy może być kształtowanie się nawyku myślenia egocentrycznego, które to myślenie utrudnia w przyszłości dbanie o dobrą relację z innymi, np. ze współmałżonkiem. Druga osoba stanowi zagrożenie dla rozwoju indywidualnego. Podobnie sama miłość, która przecież zakłada wzajemność (jest wzajemnością!), postrzegana jest jako zagrożenie wolności, bo jeśli z kimś się wiążę, to oddaję mu część swojej wolności. Czyż nie prowadzi to do totalnego osamotnienia człowieka? Czy zgoda na to, aby dzisiejsza kultura z każdego człowieka czyniła indywiduum, nie prowadzi tak naprawdę do kryzysu tożsamości jednostki?

picjumbo.com_IMG_0486

Jak wspomniałam na początku, w kontekście różnych zmian dokonujących się w sferze życia małżeńsko-rodzinnego mówi się coraz częściej o kryzysie rodziny. Jeśli spojrzymy na kryzys jak na formę naturalnego rozwoju, z ufnością we własne potencjały osobiste i możliwości rozwojowe naszej wspólnoty rodzinnej, wówczas zasoby własne tej wspólnoty umożliwią nam efektywne radzenie sobie nie tylko z kryzysami rozwojowymi oraz sytuacyjnymi, ale również nie pozwolą, aby nasza rodzina uległa trendom oraz pozornym wartościom lansowanym we współczesnym świecie.

Wypowiedz się!

[fbcomments]