Bank Czasu

(…) tym z nas,
czasami w sile wieku, a już u zmierzchu
dnia. Że tym z nas, jeszcze przed ostateczną
nocą, nie odmówimy choćby cząstki jasnego
świtu. I
jeśli pili – przyniesiemy wódkę, gdy
śpiewali – przyjdziemy z pieśnią, a jeśli
kochali,
właśnie teraz – otworzymy im serca i ciała.
(…)

– Andrzej Babaryko

bank czasu

Po śmierci mojej ukochanej Babci doszłam do wniosku (jakże bolesnego, lecz chyba koniecznego), że prawdopodobnie nie byłam najlepszą wnuczką. Podejrzewam, że Ona sama nigdy podobnego stwierdzenia by nie wysunęła, bo skąd w tej Jedynej na Świecie Osobie, która wykorzystała wszelkie możliwe zdrobnienia mojego imienia (począwszy od Nataleczki, przez Natalcię, aż do bardziej osobliwych, jak Nataleńka czy Nataluchna), no więc, skąd w tej pełnej miłości i pokory osobie miałby pojawić się choćby cień wyrzutu?

We mnie jednak się pojawił. I to nie cień, ale cała wielka postać – postać pani pretensji imieniem Dorosła Natalia, która po śmierci mojej ukochanej Babci doszła do wniosku, że prawdopodobnie nie byłam najlepszą wnuczką. No bo czy kiedykolwiek, jak na dobrą wnuczkę przystało, spędziłam jednym ciągiem ze swoją Babcią czas dłuższy niż kilka godzin, albo czy choćby raz zdarzyło mi się zapytać Ją, co mogę zrobić, aby sprawić Jej przyjemność? Czy miała miejsce bodaj jedna taka sytuacja, że zapomniałam o wszystkich swoich superważnych sprawach i spraweńkach i wolałam po prostu z Nią pobyć? Jak obuchem trafia mnie w łeb surowa, niecierpiąca sprzeciwu, bezlitosna prawda: nigdy.

Pytam więc siebie, dlaczego my, jeszcze sprzed południa, ze środka dnia albo tuż po – uciekamy od zmierzchu? Co sprawia, że ludziom, których kochamy i którym tak wiele zawdzięczamy, i od których zaznaliśmy tyle dobrego, i dla których jesteśmy tak ważni, a oni są tak szalenie ważni dla nas, i… Co sprawia, że nie poświęcamy im swojego czasu, tego upierdliwego samozjadacza, który już się nie powtórzy, a więc raz spędzony na czymś nieważnym zamiast ważnym będzie już niemożliwy do odzyskania na wieki wieków amen?! Odpowiedź jawi mi się tylko jedna. Dla nas, tych jeszcze sprzed południa, ze środka dnia albo tuż po, obecność ludzi starszych, naszych babć i dziadków, jest czymś tak oczywistym, czymś wpisanym w nasz status quo, czymś od zawsze (bo od zawsze, a więc od chwili naszych narodzin, byli) na zawsze. I choć racjonalnie zdajemy sobie sprawę z tego, że naturalnym porządkiem rzeczy jest odchodzenie starszych pokoleń, aby w ich miejsce mogły przyjść kolejne, tak naprawdę nie dopuszczamy do siebie świadomości, że ci, którzy towarzyszą nam od momentu naszych pierwszych wspomnień, kiedyś odejdą. Trochę tak, jak ze zdrowiem. Nie doceniamy go, dopóki go nie stracimy, a to, że je posiadamy, jest dla nas tak naturalne, jak potrzeba załatwiania swoich fizjologicznych potrzeb. Od zawsze na zawsze. Niestety, tylko pozornie…

Czas…

O tym, że jest on nieraz najcenniejszą rzeczą, jaką można podarować drugiej osobie, wiedzieli z pewnością pomysłodawcy i twórcy niekomercyjnej giełdy wymiany usług i umiejętności – Banku Czasu, będącego pewną samopomocową instytucją, w której walutą przetargową jest nic innego, jak właśnie… czas. Jakkolwiek fantastycznie to brzmi, idea funkcjonowania tej nieformalnej instytucji jest bardzo prosta i przejrzysta. Z jednej strony do Banku Czasu zgłaszają się osoby, które są gotowe do świadczenia na rzecz innych określonych rodzajów usług w zależności od swoich możliwości i predyspozycji. Wachlarz możliwych usług jest szeroki: począwszy od rozmaitych form pomocy w życiu codziennym, jak na przykład zrobienie zakupów czy pomoc w pracach remontowych; poprzez usługi w zakresie wszelkiego rodzaju doradztwa (prawnego, księgowo-finansowego itp.); a na usługach edukacyjnych czy nawet towarzyskich skończywszy. Na stronie internetowej polskiego Banku Czasu mieszczącego się pod adresem bankczasu.org zaledwie dziś w zakładce „Najnowsze” pojawiła się oferta towarzyszenia na weselu w jednym z polskim miast, zaś wczoraj ktoś oferował korepetycje z języka łacińskiego. W serwisie istnieje podział na kategorie usług oraz na województwa, zaś te na miasta, w których to miastach uczestnicy gotowi są do świadczenia, nieodpłatnie oczywiście, niniejszych pomocy. Z drugiej strony natomiast zgłaszają się osoby będące w konkretnej potrzebie. Nad wszystkim czuwają koordynatorzy, którzy na bieżąco kierują pomoc do osób potrzebujących zgodnie z deklarowanym zapotrzebowaniem, zaś jednostką rozliczeniową za wyświadczoną pomoc tudzież usługę jest nic innego, jak zwykła godzina, którą następnie można „wydać” na pomoc, jaką osoba w danej chwili potrzebuje.

Bank Czasu może być doskonałą formą wsparcia dla seniorów, którzy z różnych względów nie mogą liczyć na otrzymywanie tego cennego daru, jakim jest czas, od swoich najbliższych. Oprócz tego, że w takim miejscu samotny czy będący w potrzebie senior może uzyskać oczekiwaną pomoc, ma on również szansę obdarowania swoimi umiejętnościami i swoją pomocą innych.

Po napisaniu tych kilkudziesięciu wersów dochodzę do wniosku, że prawdopodobnie moja Babcia, gdyby żyła, byłaby ze mnie dumna. Nie ulega najmniejszym wątpliwościom fakt, że z taką konkluzją, jaka się we mnie zrodziła, na pewno bym się z Babcią podzieliła. Opowiedziałabym Jej, jak wiele dzięki Niej zrozumiałam. Powiedziałabym wszystko. Że żałuję, że za mało, że teraz już wiem, zrozumiałam, i że Jej już swojego czasu nie mogę ofiarować, ale za to postanowiłam ofiarować go innym.

Wypowiedz się!

Komentarze

Komentarzy