Dziecko bez etykiety

30H

 

O co chodzi z tym psychologicznym powiedzeniem, że nie ocenia się ludzi, tylko zachowanie? Wiecie? Myśleliście o tym? Czy to nie jest psychologiczna bzdura? Czy to naprawdę ma znaczenie, kiedy powiemy dziecku, że źle się zachowuje zamiast powiedzieć, że jest niegrzeczne? No właśnie ma, tylko nie chcę, by to było czary-mary, ale żebyście złapali tego sens.

Chciałbym, żebyście się przyjrzeli, jak działają takie komunikaty. Zacznijmy od takiego typowego „jesteś męczący”/”męczysz mnie”. Zaczęliśmy – padł komunikat, teraz razem z nim idziemy do odbiorcy – mózgu dziecka.

Dziecko was kocha. Zależy mu z założenia na waszym dobrym samopoczuciu. Ba, nawet, jeśli nie wierzycie w altruistyczną miłość, to musicie wierzyć, że od was zależy, więc naprawdę woli, jak jesteście zadowoleni. Czysty rozsądek.

Dostaje taki komunikat i czego się z niego dowiaduje? Bynajmniej nie tego, co chcieliśmy powiedzieć, czyli żeby przestało coś robić. Dziecko wprost dostaje komunikat o sobie – jakie jest. Ono całym sobą, ze swoim imieniem, wyglądem, cechami – calusieńkie JEST męczące. Cóż, oczywiście najlepszym lekarstwem na taką sytuację, jeśli dziecko chce coś zrobić dla rodzica, to przestać BYĆ.

W wersji mniej radykalnej – dziecko dostaje gigantyczne wyzwanie zmienienia całej swojej cechy, ogrom pracy. Dotychczasowe starania okazały się nieskuteczne. Trzeba wszystko zmienić – całego siebie. Da się? Jeśli dziecko się do tej pory starało rzeczywiście, to dostanie komunikat, że nie ma sensu się starać – to nic nie daje. I tak jestem męczący – więc już taki pozostanę. Nawet, jeśli rodzic naprawdę tak nie myśli, a dziecko może nawet takie nie jest, tylko raz mu się zdarzyło.

Ja wiem, że wcale tak o swoich dzieciach się nie myśli. Niemniej często nawet siłą przyzwyczajenia – bo do nas tak mówiono – zwracamy się tak oczekując, że one są mądre i zrozumieją, o co tak naprawdę nam chodzi. Niemniej kiedy notorycznie słyszy się tak formułowane oczekiwania, to jest normalne, że dziecko nie ma do końca pewności, o co nam chodzi.

Zmieńmy więc komunikat:

„Męczy mnie, kiedy robisz…” – tu wstawiamy przeszkadzające zachowanie.

Teraz ponownie przenosimy się do mózgu dziecka, które słyszy najpierw „męczy mnie” – o, myśli dziecko, rodzic ma problem i coś go męczy. To naturalne zaproszenie do troski, do współdziałania. Nie atak, przed którym trzeba się bronić, ale właśnie zaproszenie, zwierzenie się.

Potem dziecko dostaje jasny komunikat, co męczy tego rodzica. Walenie patelnią o ziemię? Jakie to proste do zmienienia!

Zobaczcie – jeśli dziecko ma motywację wywołania dobrych emocji u rodzica, to ma tak banalne zachowanie. Nie musi przestawać być. Nie musi zmieniać jakiejś cechy, o której może nawet nie wiedziało. Po prostu musi przestać walić patelnią i rodzic będzie zadowolony. Czasem temat jest trudniejszy i dziecko nie zawsze chce zrezygnować z tego, co robi, bo to może być dla niego niesamowicie ważne. W takim wypadku forma, jaką wam zaproponowałem, staje się przynajmniej zaproszeniem do dyskusji.

Tutaj naprawdę nie chodzi o czary-mary. Po prostu każdemu człowiekowi jest łatwiej, jak musi zmienić jedno małe tu i teraz. Nam też przecież łatwiej pogadać o jakiejś czynności niż zmienianiu całych cech, zwłaszcza, jeśli cecha się nazywa „jesteś idiotą” itp. Zapraszam was, żeby dawać dzieciom szansę spełnienia waszych życzeń. Także niech one same odkrywają różnicę między „jesteś” i „robisz”. To dużo przyjemniejsze.

 

[Od redakcji: Tekst ukazał się 20 lutego 2013 na blogu jarekzylinski.blox.pl. Dziękujemy za zgodę na publikację na naszym portalu.]

Wypowiedz się!

Komentarze

Komentarzy