Brudna dwunastka, haki i inne nasze codzienne grzeszki

55H

 

Kiedy kilka lat temu poznałam Pawła, dowiedziałam się, że większość problemów, z którymi pary zgłaszają się na terapię, dotyczy płaszczyzny komunikacyjnej. Paweł jest psychoterapeutą, który od kilkudziesięciu lat, obok terapii indywidualnej, prowadzi również terapię par. Mówił Paweł, że zawsze, gdy zaczyna pracować z parą, ustala z nią 3 podstawowe zasady, których przestrzeganie nierzadko okazuje się dla osób uczestniczących w terapii nadspodziewanie trudne. Choć często tego nie widzimy (albo nie chcemy widzieć, bo łatwiej ulokować winę za różne niedomagania naszego związku w naszym partnerze), niejednokrotnie wysyłamy do swojego męża/swojej żony raniące komunikaty, których celem wcale nie jest poprawa wzajemnych stosunków i – jak przeważnie utrzymujemy – przekazanie temu drugiemu swoich potrzeb, lecz zranienie swojej połówki, udowodnienie jej, że nie ma racji, że jest winna, że jest jak własny ojciec, że zawsze zostawia zapalone światło, że osiem lat temu spojrzał na tamtą…

Haki, kwantyfikatory ogólne i twoja matka, czyli 3 grzechy, za które od dziś głęboko żałujesz

Zasada pierwsza mówi o tym, aby nie stosować w swoich wypowiedziach tak zwanych haków. Nie chodzi o haki holownicze, rzecz jasna, a o takie, których używają na przykład żony podczas wymiany zdań dotyczącej niewyniesionych śmieci, z których to śmieci temat nieoczekiwanie schodzi na kolegę, a konkretniej na piwo wypite z kolegą dokładnie cztery lata wcześniej, a tak naprawdę nie chodzi o to piwo, tylko o tę barmankę, która potem puściła oko w mięsnym. Aby nie obudzić w Czytelniku podejrzenia, jakoby stosowanie haków było domeną wyłącznie kobiet, podam przykład typowo męskiego haka (i tym razem, na nieszczęście panów, wcale nie holowniczego). „Ja się zaharowuję, a ty swojej matce pożyczyłaś w grudniu 2007 dwie stówy, a ona do teraz nie oddała!”. Znacie to?

Skoro już jesteśmy przy rodzicielce, przedstawmy kolejną z trzech elementarnych zasad uczestników terapii par. Brzmi ona: nie wciągamy w to rodziców. I nie chodzi bynajmniej o to, aby nie przychodzić na terapię ze swoją mamą lub tatą, lecz o płaszczyznę komunikacji – bo to na niej się koncentrujemy – i stosowanie wtrąceń typu: „Jesteś jak twoja matka”, „Skończysz jak swój ojciec” itp. Komunikat niezwykle raniący nie tylko dlatego, że nagle osoba, na relacji z którą nam zależy, zbacza na linię najmniejszego oporu i, zamiast argumentów rzeczowych, zaczyna używać argumentów emocjonalnych, które najczęściej nijak mają się do aktualnej dyskusji. Komunikat wtrącający rodzica rani podwójnie. Godzi bowiem w twoje korzenie, w twoje pochodzenie, w coś, co ciebie konstytuuje, a na co nie możesz mieć (jako że urodziłeś się później niż własny rodzic) wpływu. Nie jest wówczas nawet ważne to, czy swoje stosunki z własnym rodzicem oceniasz jako pomyślne (choć w tym wypadku, myślę, zranienie spotęgowane jest uderzeniem w osobę, która stanowi dla ciebie wzór, nieraz autorytet, matrycę relacji z innymi ważnymi osobami w twoim życiu). Ważne jest natomiast to, że tak sformułowany komunikat jest burzycielski, i to nie tylko dla pomyślnego zakończenia aktualnej dyskusji czy dla próby konstruktywnego rozwiązania określonego konfliktu, lecz również – a może przede wszystkim – dla czegoś, co wymaga sporego wkładu energii, czasu i pielęgnacji, a mianowicie wzajemnego zaufania.

Ostatnia z trzech złotych zasad, które przekazał mi Paweł, mówi o potrzebie wyrzucenia ze wspólnego słownika kwantyfikatorów ogólnych. Termin, który tak mądrze brzmi, oznacza po prostu wyrazy, które eliminują wyjątki i wyprowadzają sztywną regułę lub generalizację, a więc takimi wyrazami są: zawsze, nigdy, ciągle, wszystko, nic, żaden, każdy, wszyscy, cały, nikt itp. „ZAWSZE się spóźniasz”, „NIGDY mnie nie przytulasz”, „NIGDZIE ze mną nie wychodzisz”, „Psujesz WSZYSTKO”, „CIĄGLE gadasz”, aż uszy więdną… Taki generalizujący komunikat zamyka jakąkolwiek dyskusję, albowiem tak czy inaczej wszystko spisane jest na straty. Skoro mówisz mi, że NIGDY nie myję wanny po własnej kąpieli, a przedostatnim razem przecież o tym pamiętałem, to następnym razem tego nie zrobię, bo tak czy siak twoim zdaniem wanna ZAWSZE jest nieumyta. Niedostrzeganie starań swojej połówki, dewaluowanie jej działań, bagatelizowanie zachowań, które przeczą temu, jakoby ZAWSZE była niedbała, nieobowiązkowa, niestaranna – wszystkie (sic!) te komunikaty, zawierające raniące kwantyfikatory ogólne, mają niszczycielską moc dla jakości komunikacji interpersonalnej w rodzinie.

Drugi Paweł i kolejne zasady, czyli o brudnej dwunastce na studiach

Tak się stało, że poznałam również innego Pawła, również psychoterapeutę i również Nauczyciela. Drugi psychoterapeuta Paweł posiada wcale nie mniejsze doświadczenie w pracy z parami, a więc wiedzę, jaką przekazywał mi podczas wykładów, wzięłam za sprawdzoną.

W literaturze (a konkretnie w książce „Komunikacja interpersonalna w rodzinie” autorstwa Barbary Harwas-Napierały) spotykamy się z pojęciem tak zwanej „brudnej dwunastki”, które dotyczy dwunastu typowych barier komunikacyjnych występujących w związkach mających trudności w sferze komunikacyjnej. Nie dotyczy to jedynie relacji pomiędzy małżonkami, lecz również pomiędzy rodzicami a dziećmi. Należy podkreślić, że takie reakcje o wysokim stopniu ryzyka są incydentalnie stosowane przez wielu z nas, jednak niebezpieczne dla związku stają się wówczas, gdy ktoś korzysta z nich nawykowo.

Owych dwanaście destruktywnych reakcji można podzielić na trzy kategorie, z których pierwszą jest osądzanie drugiej osoby. Osądzamy krytykując. Osądzamy przezywając. Osądzamy również etykietując drugiego. Stawiając diagnozę, mówiąc na przykład własnej żonie, że jest nienormalna, jeśli uważa, że zbyt szybko prowadzisz samochód po mieście; albo własnemu mężowi, żeby się poszedł leczyć, jeśli nie widzi różnicy pomiędzy kolorem różowym a kolorem magenta – osądzamy. Wbrew pozorom nie tylko negatywne komunikaty uznaje się za osądzanie. Osądzaniem bowiem może być również chwalenie połączone z oceną, wywierające presję i przekazujące między wierszami komunikat, że w przypadku, gdy na przykład dziecko nie zrobi czegoś dobrze, nie zasłuży na nagrodę (pochwałę, twoją uwagę, poświęcenie mu czasu). Jestem dobry tylko wówczas, gdy robię coś dobrze. Gdy mi nie wychodzi, jestem osądzony jako niedojda, niezguła, łamaga.

Pięć kolejnych grzechów naszej codziennej komunikacji można określić ogólnie jako dawanie rozwiązań. Dawanie rozwiązań jest takim sposobem komunikowania się z innymi, który charakterystyczny jest dla relacji niepartnerskiej i takiegoż stylu porozumiewania (choć to chyba nie jest odpowiednie słowo). Dawanie rozwiązań zakłada, że jedna ze stron wie lepiej, a skoro wie lepiej, ma przewagę. Jedna ze stron neguje samodzielność tej drugiej, zakłada, że ta jest zbyt mierna, aby poradzić sobie z określonym problemem, sytuacją, relacją, wreszcie – z własnym życiem. Strona „lepiej wiedząca” rozkazuje, grozi i moralizuje. Oprócz tego często naskakuje na tę drugą, rzekomo „słabszą”, „mniej wiedzącą” stronę i stawia zbyt wiele lub niewłaściwe pytania. Doradzanie też jest domeną osób wiedzących wszystko lepiej, przy czym należy dodać, iż jest to taki rodzaj doradzania, który nie znosi sprzeciwu.

I wreszcie trzeci typ reakcji, który sprowadza się do unikania udziału w troskach drugiego człowieka, a do którego należą takie sposoby wchodzenia w interakcję jak odwracanie uwagi od tego, co mówi druga osoba, nazbyt logiczne argumentowanie (zwłaszcza zaś w momencie, gdy emocje gorzeją i nie sposób odżegnać ich od poruszanego tematu) czy też uspokajanie drugiego, jednak czynienie tego w sposób, można powiedzieć, fałszywy, mechaniczny, bo nie angażujący autentycznych emocji.

Ku zmianie

Zapewne wielu z nas część z przedstawionych niewłaściwych sposobów prowadzenia komunikacji interpersonalnej może zauważyć u siebie samych. Czy oznacza to, że ich rodzinna komunikacja jest nieprawidłowa? Wcale nie musi tak być. Jak już wcześniej wspomniałam, dopiero nawykowe stosowanie określonego wzoru destruktywnego sposobu komunikowania może mieć szkodliwe skutki dla jakości relacji w rodzinie. Komunikacja jest zjawiskiem niezwykle złożonym ze względu na różnorodność jej uwarunkowań. Jeśli jednak czujesz, że chciałbyś/chciałabyś zmienić coś lub wpłynąć na kształtowanie lepszej komunikacji w swojej rodzinie, zachęcam do przyjrzenia się swojemu stylowi komunikacyjnemu w kontekście przedstawionych powyżej zasad.

Wypowiedz się!

Komentarze

Komentarzy